Co ludzie znaleźć atrakcyjne

Duda "Moje poglądy wyniosłem z domu"

2020.07.10 20:19 Sheeana407 Duda "Moje poglądy wyniosłem z domu"

Duda

wykop ama
Przejrzałam sobie to całe AMA Dudy na wykopie, i w sumie za dużo ciekawych rzeczy tam nie było, oczywiście pewne ważne pytania pominięte, bo "tak dużo, że nie ma czasu na wszystko odpowiedzieć", pewne typowo chamskie pominięte, to zrozumiałe w sumie. Sporo takich o jakieś głupoty typu "gdzie Pan był ostatnio na wakacjach" - we Włoszech, ale to 5 lat temu, bo teraz nie mam czasu na żadne wakacje, albo ulubiony serial - GrA o TrOn - fajnie pooglądać dla rozrywki - to chyba ktoś mu podpowiedział, że Gra o Tron to taka modna i cool i młodzi ludzie lubią. Swoją drogą, rozwala mnie to, jak postacie w filmach czy osoby publiczne właśnie w taki sposób wspominają o Grze o Tron, jak by to był szczyt epickości, co tak naprawdę pokazuje, że prawdopodobnie wielkimi fanami nie są, tylko obejrzeli ze dwa sezony albo słyszeli, bo przynajmniej w moim gronie, i tym internetowym i realnym, wszyscy się krzywią na wspomnienie, albo mówią coś w rodzaju, że świetny serial był, ale ten ostatni/parę ostatnich sezonów to porażka.
Ale nie o tym chciałam. W każdym razie, moją uwagę przykuła ta, niby niewinna i mało znacząca, odpowiedź. Czy tylko dla mnie jest to zupełnie niepojęte i szokujące, że polityk na tak wysokim stanowisku mówi, że poglądy "wyniósł z domu"? Jakby nawet powiedział po prostu "tak", to spoko, rozumiem, że ma podobne poglądy co kiedyś. Ale sam ten fakt "wynoszenia" ich sugeruje jakąś taką bezrefleksyjność, no, rodzice tak mnie nauczyli i tak robię. I może za dużo do tego dopisuję, ale jak dla mnie to niedopuszczalne, to tak jakby fryzjer prowadził profesjonalny, najpopularniejszy w kraju salon fryzjerski i mówił, że strzyże tak, jak mama go nauczyła. Tzn. rozumiem, że można inspirować się taką tradycją, ale to zrozumiałe, że trzeba zdobyć wiele wiedzy, szkoleń, udoskonalić i weryfikować umiejętności.
I właśnie wydaje mi się, że polityk to osoba, która powinna właśnie bezustannie weryfikować, poddawać w wątpliwość swoje poglądy, zastanawiać się, z czego one wynikają, uzasadniać je, adaptować w miarę zdobywania wiedzy i nowych doświadczeń. Ja nie jestem żadnym politykiem, i w życiu bym nie powiedziała, że wyniosłam poglądy z domu. Tzn. może to też dlatego, że rodzice mi nie przekazali takich oczywistych, zdecydowanych poglądów na świat, przynajmniej politycznych. Na pewno wyniosłam z domu pewne wartości, pewne wychowanie - ale to tylko jakiś tam procent tego, kim jestem teraz. Jest wiele tematów, na które nie mam zdecydowanych poglądów, ponieważ czuję, że za mało na ten temat wiem. I nawet, jeżeli Duda miałby rodziców polityków, ekonomistów czy filozofów, osoby wysoko wykształcone, które faktycznie bardziej by wpływały na jego wizję świata, niż moi, prości rolnicy, którzy może nie mieli tyle czasu, by wpajać mi światopogląd, choć bardzo dbali o moją edukację - to i tak uważam, że taka postawa jest nie do przyjęcia.
Tak jak wspomniałam, może za bardzo analizuję to krótkie zdanie, które zresztą ktoś inny mógł podsunąć Prezydentowi, czy nawet za niego napisać. Ale z drugiej strony, mam wrażenie, że to właśnie jest jeden z kluczy do tego, co jest nie tak z polską sceną polityczną, zwłaszcza z tą konserwatywną stroną. Ta gloryfikacja tradycji - zakładanie, że wszystko, co się na nią składa, co pochodzi od naszych rodziców - jest dobre. Poniekąd jest to znów zrozumiałe, bo nasze przywiązanie do tożsamości narodowej pomogło Polsce przetrwać te całe pokolenia zaborów, zapobiegło wchłonięciu się, zatraceniu polskości przez pokolenia germanizacji czy rusyfikacji.
Ale sytuacja się zmieniła, i świat się zmienia, i choć nie przeczę, że tradycja, spuścizna przodków jest wartością sama w sobie - to jednak nie jest wartościa BEZWARUNKOWĄ. Jest czymś, o czym powinniśmy pamiętać, ale za czym nie powinniśmy bezrefleksyjnie podążać. Cywilizacja człowieka się rozwija, i choć czasem to robimy nieudolnie, i nie potrafimy planować na pokolenia w przyszłość (mam tu na myśli np. degradację środowiska przez przemysł), to jednak ogólnie rzecz biorąc, ewoluujemy, w tym moralnie, na plus. Mówię, że ogólnie rzecz biorąc bo oczywiście na świecie jest wiele okrucieństwa. Ale wiele rzeczy, które było kiedyś normą, dziś jest dla nas nie do pomyślenia. W tym i tradycji. Na calym świecie można znaleźć mnóstwo przykładów tradycji, zwyczajów, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, które są bezsensowne i okrutne. Chociażby takie np. obrzezanie kobiet. Matki pozwalają to robić córkom, a nawet w tym uczestniczą, a dlaczego? Nie ma na to żadnego naukowego czy etycznego uzasadnienia, robią tak, bo w ich kulturze panuje wierzenie, że ten zwyczaj ma sens, że dzięki temu dziewczyna będzie bardziej cnotliwa i zajdzie w ciąże bez ślubu czy cokolwiek (nie znam się na tym dokładnie). Albo np. takie chińskie wiązanie dziewczynkom stóp. Tak samo, rodzice krzywdzili swoje córki, bo taka była tradycja, bo takie małe stópki w małych bucikach były uważane za atrakcyjne i łatwiej będzie znaleźć męża.
Mam wrażenie, że ta nadmierna wiara w tradycję jest powodem wielu wrogości i niesnasek w naszym kraju - chociażby tej nagonki na LGBT. Ludziom, którzy bezgranicznie wierzą w tradycję, łatwo wmówić, że coś nowego jest niebezpieczeństwem, zaburzeniem ich wartości, nawet, jeżeli to nie ma logicznego uzasadnienia. Łatwo im wierzyć, ze tak jak było, było dobrze, i nie wolno tego zmieniać. Albo inny przykład to odbiór laicyzacji społeczeństwa jako zagrożenie - no bo jeżeli ludzie przestaną wyznawać wiarę chrzejścijańską, która przwodziła nam wiele lat, to znaczy, że zatracą wszelką moralność i sumienie, a społeczeństwo ogarnie chaos i demoralizacja.
Edit, TLDR: Czy też uważacie, że takie słowa nie powinny paść z ust polityka, bo polityk powinien przez całe życie kształtować i weryfikować swój światopogląd, czy przesadzam, i bazowanie swoich poglądów tradycji i na tym czego nauczyli rodzice to nic dziwnego?
submitted by Sheeana407 to Polska [link] [comments]


2018.11.07 16:41 Scypio [PLAŻA 2019] A jak trenować w domu?

Dziś trochę o tym, jak się ruszać w domu. Poprzednio ustaliliśmy, że jakiś ruch jest lepszy niż żaden ruch, zatem nie przeszkadza nam, że w domu nie będzie tyle możliwości co na sali treningowej, że nie będzie dedykowanego trenera. Ani grupy, bo ćwiczymy sami. No może z drugą osobą, dziećmi, psem, albo kanarkiem? W każdym bądź razie możliwości nie są nieograniczone.
Jesień. Po ciężkim dniu człowiekowi należy się coś słodkiego. Problem w tym, że ciasteczka i czekoladki mogą negatywnie odbić się na naszej figurze... Ale jest wyjście - seks. Uprawianie go co najmniej 3 razy w tygodniu pozwala spalić rocznie 40 tysięcy kilokalorii. To tak, jakbyśmy przez trzy tygodnie nic nie jedli!
...że tak sobie pozwolę na zacytowanie starego tekstu z forum Joemonstera.
Podzielę tekst na 2 części: trening 'bezkosztowy' i wymagający zrobienia zakupów.

Darmo? Dej pan.

Zakładam, że dostęp do internetu mamy. Inaczej nie czytalibyśmy tego tekstu, prawda? Mamy też własne ciało, trochę miejsca i chęć poruszania się co nieco. O treningu za pomocą wyłącznie własnego ciała opowie nam Patryqr któren jest mistrzem, medalistą i na dodatek sympatycznym redditorem (...teraz już nie masz wyjścia ;) ).
W treningu bez sprzętu chodzi głównie o wykonywanie ruchu własnym ciałem. Prostych, złożonych, dynamicznych, albo statycznych. Do wyboru, do koloru. Najlepiej jednak rzucić okiem np. tu:
https://darebee.com/ (część cech jest płatna, ale nam to raczej nie przeszkodzi)
Co oferuje ta stronka? Atrakcyjne grafiki z treningami zatytułowanymi BATMAN, czy SPARTAN CHALLENGE, możliwość wybrania ćwiczeń z uwzględnieniem celu, grup mięśni i tak dalej. Przykładowo: https://darebee.com/workouts/batman-workout.html - atrakcyjna nazwa (I'M BATMAN!), wizualizacja jakie mięśnie aktywuje.
...to teraz wady: niektóre ćwiczenia są kompletnie chybione, a programy nie oferują żadnego rozwoju, najwyżej zwiększenie ilości powtórzeń. Czy to bardzo źle? Dla osoby początkującej, która dopiero zaczyna swoją przygodę? Nie. Nawet nie zauważycie, że coś jest nie tak. Ale kiedy już troszkę w sporcie okrzepniecie, to zauważycie, że mimo całej swojej atrakcyjności wizualnej (I'M BATMAN!) nie są to kompletne programy.
Komu polecam? Każdemu, kto nie ma pomysłu jak się poruszać, jest chociaż minimalnie nerdowaty (no hej: BATMAN? heelloo?) i chce sobie uatrakcyjnić ruszanie się.
Polecam też wszelkie treningi interwałowe - na przykład bazujące na protokole Tabaty. Ten sympatyczny japończyk opracował co prawda protokół dla kolarzy, ale przyjęło się było, bo jest proste do zapamiętania i ogarnięcia.
Pan Izumi Tabata opracował taki plan (ponownie: dla kolarstwa) by przez minimum czasu mieć maksimum efektywnego wysiłku: - 5 minut rozgrzewki - 8 interwałów po 20 sekund wysiłku i 10 sekund odpoczynku - 2 minuty lekkiego wysiłku dla wyhamowania
...wygląda prosto, prawda?
W praktyce wygląda to np. tak: - https://www.youtube.com/watch?v=aUYRVSNz_VY - https://www.youtube.com/watch?v=dMY7-6G_5A0
Na YT jest sporo muzyki z podłożonymi interwałami Tabaty (np. https://www.youtube.com/watch?v=DD8mqE_OW-4) można więc dobrać coś pod siebie.

Wyciągnijmy portfele

Ok, mamy parę groszy, chcemy zainwestować. Sprzęt dzielę na 2 grupy: dla każdego i wszystkich, oraz dla ludzi z pieniądzem i miejscem w domu.
Opiszę poglądowo, z prostymi przykładami. Jeśli będzie zainteresowanie, to proszę o komentarz, w kolejnych odcinkach zaproponuję konkretne plany treningowe dedykowane pod te zabawki.
Grupa pierwsza:

1. ab-wheel

Proste urządzenie, kółko, drążek przez środek, ale uważam, że to sprzęt, który powinien być częścią treningu każdej osoby chcącej mieć zdrowe plecy i silne mięśnie brzucha. Polecam ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=TzrkgL7HE9Q pana, którego już wcześniej wspominałem. Zaczynamy z kolan, jedziemy kółeczkiem tyle ile damy radę i tak kilka serii. Najprościej jest 5 serii po 5 razy. Łatwo zapamiętać, pięć palców, pięć serii, po pięć powtórzeń w serii. Można rano po wstaniu z łóżka, można wieczorem przed snem. A jak ktoś ma miejsce, to i w pracy można parę razy. Ćwiczenie nie jest trudne do nauki, można sobie ułatwiać, a procentuje na całe życie. Z całego serca polecam każdemu.

2. drążek do podciągania

Najbardziej chyba znane urządzenie do ćwiczenia. Można kupić takie do zamontowania na stałe, albo - polecam! - takie, które się zakłada na dowolny otwór drzwiowy.
Jak z takim drążkiem ćwiczyć? Polecam dwie metody. Jedna to składanka + podciągnięcie w rytm poznanej już wcześniej tabaty. (wygląda to jak tu: https://www.youtube.com/watch?v=NCPUS5hYGc4) Daje w kość, daje popalić, da się we znaki, a efekty przyjdą zaskakująco szybko. Druga z metod to z angielska "greasing the groove" - wieszamy sobie drążek w drzwiach, w przejściu, tam, gdzie przechodzimy codziennie wiele razy. I za każdym razem jak przechodzimy, próbujemy się podciągnąć. Raz, dwa razy, może nawet trzy. I tak codziennie, wiele razy. Tą metodą efekty pojawiają się znienacka. Po tygodniach ćwiczeń zauważacie, że "znikąd" nagle możecie podciągnąć się wiele razy więcej niż dotąd
Nie mogę się podciągnąć ani razu, drogi Scypiu... :( - już doradzam, zaczynamy tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=bAEua0zu_74 i próbujemy w domu sami.

3. obręcze gimnastyczne/trx

Obręcze gimnastyczne na taśmach, czy popularny obecnie TRX - który jest tylko wariacją na temat, a nie czymś nowym (branding dźwignią handlu!). Proste, przenośne, jedyną wadą jest konieczność zamocowania tego w bezpieczny sposób.
To już sprzęt dla osoby nieco bardziej wysportowanej, nie polecam dla całkowitych świeżaków, ale opisuję, bo stosunek ceny i osiągalnych efektów jest astronomiczny.
Proponowane ćwiczenia można znaleźć, wszędzie w internecie, przykładowo: 1, 2, 3. Można też rzucić okiem na ćwiczenia oznaczane brandowaną nazwą "TRX", np. taka grafika pokazuje nam to i owo, czy może coś z YT. Ponownie: jeśli da się to zrobić na obręczach, da się na trx i odwrotnie. Teraz w sklepach można kupić i to, i to, w tym "tańszy polski odpowiednik".
Grupa druga: 1. girie/kettlebell 2. domowy atlas 3. rower stacjonarny/orbitrek/ergometetc.
...tą grupą zajmę się jeśli będą konkretne pytania dotyczące sprzętu i treningu na nim. Nie podpowiem co i gdzie kupić, bo to temat rozległy, a budżet na takie rzeczy liczony jest już w tysiącach złotych. Wyjątkiem są girie, którym poświęcę osobny post Plaża 2019 - są one na tyle popularne w światku sportów walki, że to i owo o treningu nimi wiem.
Rany, ile pisanie tego mi zajęło. A wychodzi na to, że powiedziałem tu tak niewiele. Ćwiczmy, ludziki, ćwiczmy! Skoro dla Platona zapasy były ważnym elementem życia, a Neil deGrasse Tyson za młodu był niezłym koksem, to nam - szaraczkom - zwyczajnie nie wypada zostawić nasze ciała niećwiczonymi. Dla mocno lewicujących - Mao, ten od komunizmu w Chinach, zalecał czynienie swego ciała dzikim, a umysłu cywilizowanym. Dla katolików - św. Bernard za młodu uczył uliczników boksu, by się pokojowo - a nie na noże - między sobą rozprawiali. Zatem, czy z lewa, czy z prawa, ćwiczyć warto. :)

Pytania, komentarze, mile widziane.

submitted by Scypio to Polska [link] [comments]


2017.03.15 12:32 ben13022 Czy polski pisarz może podbić świat? Tylko jeśli jest bardzo dobry. Zwykła książkowa komercja nie ma szans.

Milena Rachid Chehab: Polska będzie gościem honorowym na Targach Książki w Londynie. Jaka jest ich rola?
Antonia Lloyd-Jones: To, obok frankfurckich, najważniejsza impreza dla branży. W przeciwieństwie do tych w Warszawie czy Krakowie, głównie dla czytelników, tu spotykają się wydawcy i agenci, którzy handlują prawami do książek i przekładów. Ale bilet może kupić każdy. Równolegle odbywa się London Book and Screen Week – a literatura kraju, który jest gościem honorowym, ma wtedy pierwszeństwo w spotkaniach autorskich w mieście, nie tylko w wielkiej hali Olympii.
Trzy dni trwają same targi, ale program gościa honorowego trwa rok – do listopada British Council wspólnie z Instytutem Polskim w Londynie oraz Instytutem Książki przygotowuje cały cykl wydarzeń.
Będą staże dla pisarzy z Polski, a w Polsce dla brytyjskich. W październiku na Festiwalu Conrada w Krakowie gościło sześć osób – wydawcy, księgarze i organizatorzy festiwali literackich z Wysp. Wspólnie z IK stworzyliśmy dla nich program wprowadzający we współczesną literaturę polską.
Wielu wydawców chce mieć w ciągu tego roku tłumaczenie polskiej książki – od razu zgłosiło się do mnie kilku.
Wydawanie książek to biznes, a nie działalność charytatywna, więc trzeba zrozumieć, jak to wszystko działa.
W Wielkiej Brytanii wydaje się sześć razy więcej książek niż w Polsce, w USA – 10 razy więcej. Ale z tego zaledwie 3-5 proc. to są tłumaczenia, głównie z francuskiego, niemieckiego, włoskiego i hiszpańskiego. Z byłych krajów zza żelaznej kurtyny (oprócz Rosji) Polska jest na pierwszym miejscu i zainteresowanie jej literaturą rośnie, ale to cały czas nie są duże liczby, w dobrym roku jakieś 10 pozycji. Sytuacja się polepsza, w dużej mierze dzięki pracy Instytutu Książki w ciągu ostatnich 15 lat.
Książka musi być atrakcyjna dla konkretnego wydawcy na tyle, by w nią zainwestować jeszcze przed jej przeczytaniem. Bo tłumaczenie kosztuje – stawka standardowa w Anglii to 90 funtów za tysiąc słów, w Stanach – gdzie też tłumaczę – jest podobnie.
Nie ma sensu przesyłać książki z dołączonym listem typu: „Całe życie na to czekaliście”. Bo zapewniam, że nie czekali.
Wydawca to człowiek, który na biurku ma takie stosy książek, że nawet gdyby miał trzy życia, nie starczyłoby mu czasu. Dlatego najlepiej przygotować odpowiednie dossier. Wybitny tłumacz z rosyjskiego Michael Glenny, który pomagał mi zainteresować wydawców pierwszą książką, którą tłumaczyłam, czyli „Weiserem Dawidkiem” Pawła Huelle, nauczył mnie, jak napisać raport wydawniczy: streszczenie, ocena, informacje o autorze i fragmenty przekładu. W przygotowaniu próbek tłumaczeń polskiej literatury pomaga skierowany do tłumaczy program Sample Translations, zainicjowany kilka lat temu przez IK – dofinansowuje on tłumaczenie do 20 stron.
W przypadku polskiej kluczowa. Zwykle zajmuje się tym agent, ale akurat w Polsce brakuje agencji literackich. Kilka wydawnictw (m.in. GW Foksal, Znak i Czarne – to ostatnie we współpracy z agencją Polish Rights) ma dział praw, w którym pracują specjaliści. To oni przedstawiają ofertę na targach, przygotowują katalogi dla obcych wydawców. IK również dwa razy do roku, z okazji targów frankfurckich oraz londyńskich, przygotowuje katalog „Nowe książki z Polski”. Prowadzi też kompetentną stronę internetową z recenzjami i fragmentami książek po angielsku.
Ale we własnym kraju tłumacz staje się ważnym orędownikiem książki u wydawców miejscowych.
Gdy znajdę książkę, w której się zakochuję, muszę mieć przekonanie, że ma ona potencjalny rynek. Trzeba badać, kto co wydaje, poznawać preferencje wydawców. Np. Jill Schoolman z Archipelago Books z Nowego Jorku, która wydaje wspaniałą literaturę współczesną z całego świata, a z polskiej m.in. Wiesława Myśliwskiego i Magdalenę Tulli, szczególną uwagę zwraca na poetyckość stylu. Zdaje się przy tym na gust tłumacza Billa Johnstona, bo wie, że znajdzie takie książki, które ją zachwycą.
Czasami dobijanie się do anglojęzycznego wydawcy trwa kilka lat, trzeba próbować po kilkanaście razy. Tak było z „Gottlandem” Mariusza Szczygła. Ta książka ukazała się w kilkunastu językach, ale z angielskim był problem. Wydawcy odpowiadali: dlaczego mamy czytać to, co Polak mówi o Czechach? Jeśli już głos kogoś z zewnątrz, dlaczego nie autora od nas? Dopiero dzięki staraniom Billa Martina, tłumacza, który wtedy pracował w Instytucie Kultury Polskiej w Nowym Jorku, książka trafiła w końcu na redaktorkę, która się na niej poznała. Gdy „Gottland” już wyszedł, miał entuzjastyczne recenzje, m.in. w „New York Timesie”, i został wybrany przez Juliana Barnesa jako jego książka roku w brytyjskim dzienniku „The Guardian”.
Czasem zgłaszają się do mnie polscy autorzy popularnych komercyjnych książek – trudno mi wytłumaczyć im, że nie mają szansy na brytyjskim rynku. A nie mają, bo wydawca od razu pyta, po co płacić za tłumaczenie, skoro u siebie ma w bród takich książek.
Dlaczego sama tak lubię czytać angielskie przekłady obcych autorów? Bo właściwie zawsze są bardzo wysokiej jakości – zdały bardzo trudny egzamin, o którym mówimy: ktoś je wybrał spośród tysięcy innych, ktoś – tłumacz, agent – w nią uwierzył na tyle, że zadał sobie trud promowania ich, a ktoś inny postanowił w nią zainwestować, zamówić przekład i wydać.
Brytyjczycy i Amerykanie, choć statystycznie najczęściej sięgają po literaturę łatwą, często jakoś związaną z tym, co widzieli w telewizji czy w kinie, czytają dużo naprawdę różnych rzeczy. Po obu stronach oceanu wciąż popularny jest Ryszard Kapuściński, dobrze się sprzedają książki Jacka Hugo-Badera, Wojciecha Jagielskiego, Anny Bikont, Magdaleny Tulli, Wiesława Myśliwskiego i Olgi Tokarczuk (w tym roku ukaże się przekład „Biegunów”).
Absolutnie najpopularniejsze teraz są „Mapy” Aleksandry i Daniela Mizielińskich, można tu je znaleźć w dziale dziecięcym w każdej księgarni, zaraz szykuje się nowe wydanie z dodatkowymi mapami – to największy sukces Polski za granicą. Popularny jest Zygmunt Miłoszewski, który miał dobrą promocję – m.in. dzięki obecności Polski jako gościa honorowego w 2016 r. na Book Expo America. Miał świetne spotkanie w Chicago, wraz z trzema pisarkami amerykańskimi. Ale zaczęło się od wydawnictwa brytyjskiego, które publikuje tylko kryminały zagranicznych autorów i miało pomysł, żeby czytelnik, który na lotnisku kupuje przewodnik po kraju, do którego jedzie, miał też do rozważenia kryminał, który się tam rozgrywa – tak, by mógł podróżować po mieście śladami miejsc z książki.
Dali mi stos zgromadzonych podczas targów książek, z których według mnie „Uwikłanie” było sto razy lepsze niż reszta. Ale wszystko trwało dość długo, bo wydawca czekał na przekład niemiecki, chciał przeczytać to w całości. A wtedy już chcieli od razu drugą część przygód Szackiego. Po premierze filmu „Ziarno prawdy” Miłoszewski szybko znalazł agenta w Stanach, a ten sprzedał „Gniew”.
„Pan Tadeusz” w tłumaczeniu Billa Johnstona, „Miedzianka. Historia znikania” Filipa Springera i „Farby wodne” Lidii Ostałowskiej, obie w tłumaczeniu Seana Bye, „Guguły” Wioletty Grzegorzewskiej (u nas znanej jako Wioletta Greg) w tłumaczeniu Elizy Marciniak, „Tańczące niedźwiedzie” Witolda Szabłowskiego, „Dom z witrażem” Żanny Słoniowskiej oraz zbiór wierszy Tadeusza Dąbrowskiego w moim przekładzie, „Niedokończone życie Phoebe Hicks” Agnieszki Taborskiej w tłumaczeniu Ursuly Phillips, „Klementyna lubi kolor czerwony” Katarzyny Boglar w tłumaczeniu Zosi Krasodomskiej-Jones. Wiem, że jest tego więcej, ale nie znam dat premier.
Ja pracuję nad tłumaczeniem „Lali” Jacka Dehnela. Poleciła mi ją Beata Stasińska, wtedy szefowa W.A.B. W ramach Sample Translations IK dofinansował przekład fragmentu w 2007 r., w międzyczasie znalazłam wydawcę dla „Saturna”, ale „Lala” dalej była bezdomna. Dopiero na targach londyńskich przed rokiem, ze względu na status Polski jako gościa honorowego w 2017 r., wydawnictwo Oneworld Publications szukało dobrej polskiej książki. Ewa Wojciechowska z IK poleciła „Lalę”, a ja to poparłam. Przeczytali książkę w tłumaczeniu niemieckim Renate Schmidgall. A w czerwcu szefowa wydawnictwa została zaproszona do Polski na seminarium dla wydawców i IK. Poznała Dehnela osobiście, polubili się. Wydawcy lubią, gdy pisarz mówi po angielsku, łatwiej wtedy zorganizować promocję.
To o tyle duży sukces, że książki z Oneworld Publications ostatnio dwa razy z rzędu wygrały Man Booker Prize, najbardziej prestiżową w świecie anglojęzycznym.
Najpierw ktoś musi dowieść, że te książki mają potencjalnych czytelników i że jest na nie rynek. Jeśli ktoś w nie wierzy, powinien przetłumaczyć po kilkadziesiąt stron i zacząć pukać do drzwi kolejnych wydawców. Drogi na skróty tu nie ma.
Siła programu Copyright Poland, który od lat prowadzi IK, i który dofinansowuje tłumaczenia na języki obce, polega na tym, że o wsparcie aplikują tu sami zagraniczni wydawcy, którzy już kupili prawa do polskiej książki. Nikt nie mówił im, czym mają się zainteresować.
Moim zdaniem nowa reguła, wedle której w tym programie mogą brać udział polscy wydawcy, jest błędem, skoro nie znają specyfiki obcej dystrybucji czy promocji. Polski podatnik może na tym stracić.
Brytyjczycy lubią biografie, ale ludzi, których znają.
Czy Polacy rzuciliby się na biografie o naszych bohaterach albo politykach, takich jak Robert Falcon Scott, marszałek Montgomery czy Roy Jenkins? Myślę, że miałaby szansę tu zaistnieć, powiedzmy, gen. Augusta „Nila” Fieldorfa, może Ryszarda Kuklińskiego albo Jerzego Popiełuszki, bo ich historie są nie tylko ciekawe, ale naprawdę sensacyjne. Ale Brytyjczycy chyba i tak woleliby je poznać w kinie.
Z drugiej strony jest już przełożone np. „Tajne państwo” Jana Karskiego, sama przetłumaczyłam „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego, przy czym autor na tyle miał świadomość zagranicznego rynku, że na potrzeby tłumaczeń okroił książkę o jedną piątą, wyrzucając z niej wątki ciekawe tylko dla polskiego czytelnika. Przełożyłam też „W ogrodzie pamięci” Joanny Olczak-Ronikier. To ważna i świetnie napisana książka, która dobrze wyjaśnia stosunki między inteligencją polską i żydowską od czasów przed pierwszą wojną światową do końca drugiej. Ostatnio wydawnictwo New York Review Books wydało na nowo „Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego w tłumaczeniu Madeline Levine, ja w tej samej serii przełożyłam dla nich „Na nieludzkiej ziemi” Józefa Czapskiego.
Ale choć pewien sukces odniosła książka Witolda Szabłowskiego o Turcji, to myślę, że będzie mi trudno przekonać anglojęzycznych wydawców do jego „Sprawiedliwych zdrajców”. Poza Polską mało kto słyszał cokolwiek o Wołyniu.
W ogóle trudniej jest sprzedawać książki o tragediach. Często widzę ten mechanizm: ludzie czytają rzecz np. o Zagładzie, przyznają, że robi na nich wrażenie, ale przy następnej mówią: „Już znam ten problem, nie chcę już o tym czytać”. To prawda, że dieta czytelnicza musi być urozmaicona.
Zgadzam się. Ale to jest ten przypadek, gdy słyszę: „Mamy już coś na ten temat”. Akurat podobną książkę napisała Szwedka Elisabeth Åsbrink („1947: When Now Begins”) i już ktoś to kupił...
W USA wyszła książka Wojciecha Jagielskiego o Ugandzie „Nocni wędrowcy”. Zaproponowałam ją angielskiemu redaktorowi, o którym wiem, że lubi takie literackie reportaże, ale odparł, że właśnie rok temu wydali książkę o Ugandzie. Jej autor, Matthew Green, zresztą napisał recenzję z Jagielskiego. „To jest najlepsza książka o Ugandzie” – przyznał, choć mówił o konkurencji.
Instytut Książki powinien działać tak jak do tej pory. Dobrze byłoby bardziej inwestować w utalentowanych tłumaczy. Trzeba ich sobie wychować – i to nie tylko dobrych warsztatowo, ale też rozumiejących praktyczną stronę tego biznesu.
Nigdy nie będzie wielu tłumaczy literatury pięknej z polskiego, bo to zajęcie tylko dla urodzonych lingwistów, więc nie ma sensu stawiać na masowość, np. przez naukę polskiego w szkołach brytyjskich. Za to na uniwersytetach – tak, na tym poziomie warto inwestować.
Takich ludzi jak Stanley Bill, który w Cambridge właśnie rozkręca studia polskie, a przy okazji tłumaczy jeszcze Jacka Dukaja i w ogóle jest wielkim orędownikiem Polski, warto wspierać. Bo on nie tylko uczy studentów polskiego. Co roku organizuje dla nich konkurs tłumaczeniowy – należę do jury i jestem pod wrażeniem. Jeśli polskim władzom zależy na przyszłości waszej literatury za granicą, powinny inwestować w szkolenie studentów tam i na innych uniwersytetach zajmujących się studiami polskimi.
Świetne wyniki ma też program dla tłumaczy organizowany przez Writers’ Centre Norwich. W jego ramach IP w Londynie corocznie dofinansowuje opiekę merytoryczną dla zdolnego tłumacza. Młodych tłumaczy wspierałam od lat, ale dzięki takiemu oficjalnemu programowi mam możliwość robienia tego bardziej systemowo: sugeruję, jak wybrnąć z kłopotów translatorskich i mocno im pomagam w sprawach praktycznych: dzielę się kontaktami, uczę przygotować atrakcyjne materiały dla wydawców itd.
Podobny program dla tłumaczy z polskiego istnieje w Stanach, prowadzi go American Literary Translators Association, a dofinansowuje Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku. Już zaczęła się druga edycja, mentorem tego programu jest Bill Johnston.
Jestem prawie totalnym samoukiem, czasem żartuję, że wpadłam do stawu, a jak mnie wyłowili, ni stąd, ni zowąd mówiłam w tym dziwnym języku.
Na początku lat 80. studiowałam rusycystykę w Oksfordzie, nie było tam osobnego kierunku polonistycznego. Jako studentka pod koniec stanu wojennego przyjechałam także do Polski. Odwiedzałam wtedy we Wrocławiu znajomych, których dwa lata wcześniej poznałam w Berlinie, gdzie pojechali pracować. Ich ojciec pochodził z Kresów, w czasie wojny działał w AK i oni dużo tłumaczyli mi, co się właśnie dzieje w Polsce, co to wszystko znaczy, dlaczego sami trafili na krótko do więzienia za to, że walczyli z milicjantami na ulicy. Ja wtedy nie umiałam po polsku ani słowa, w Polsce było ponuro, ale czułam się szczęściarą, bo właśnie mnie olśniło, że to jest to, czego szukam. Chwilę wcześniej skończyłam studia i wtedy poczułam, że choć oni wszyscy z tej Polski najchętniej by się wynieśli, ja mam tu jakąś misję, że brak wolności słowa jest czymś tak strasznym, że ja też powinnam się jakoś włączyć do walki z komuną, tym bardziej, że mieszkając na Zachodzie, byłam jakoś tam uprzywilejowana.
Po powrocie do Anglii próbowałam zostać na uniwersytecie, żeby zająć się polskim i mnie przyjęto, ale nie dostałam stypendium, więc musiałam znaleźć pracę. Wzięłam kilka lekcji polskiego, ale dalej uczyłam się już sama. Kupiłam wszystkie książki przetłumaczone z polskiego na angielski, jakie tylko mogłam znaleźć i porównywałam z polskim tekstem. Pierwszą książką, jaką przeczytałam po polsku, był „Popiół i diament” Andrzejewskiego. Oczywiście niezbyt dużo rozumiałam z tej swoistej powojennej wojny domowej i tego, kim naprawdę byli komuniści. A po wszystkim nie byłam pewna, czy w Polsce można mówić do kogoś per „wy”, więc podczas następnego pobytu w Polsce mówiłam trochę dziwacznie i, jak się okazało, niepoprawnie politycznie.
W latach 80. dostałam w Londynie pracę u Leopolda Łabędzia, polskiego politologa, który w czasie wojny walczył w armii Andersa, a po wojnie angażował się we wspieranie pisarzy zza żelaznej kurtyny. Był też redaktorem politologicznego pisma „Survey” poświęconego krajom komunistycznym. Pracowałam tam jako asystentka, ale potem dostałam do przetłumaczenia kilka tekstów. Tam poznałam też Jana Chodakowskiego, który w wydawnictwie Puls wydawał polskie książki przemycane z Warszawy. Z nim pojechałam w 1988 r. na festiwal kultury polskiej w Glasgow. Pracowałam już wtedy jako redaktor pisma „Brytania” wydawanego przez rząd, by popularyzować kulturę brytyjską w Polsce. Donald Pirie z uniwersytetu w Glasgow zaprosił wtedy kilku Polaków, m.in. Antoniego Liberę, Bronisława Maja i Pawła Huelle. Z Chodakowskim mieliśmy wtedy pomysł, by wydawać wartościową literaturę z Europy Wschodniej, chcieliśmy zacząć od „Weisera Dawidka”.
Michael Glenny, słynny tłumacz literatury rosyjskiej, pomógł mi przygotować tłumaczenia fragmentów. Bloomsbury Publishing, dziś znane przede wszystkim z odkrycia J.K. Rowling, zaproponowało mi wtedy przetłumaczenie całości, ale się bałam. „Spróbuj, cholera, zacznij być bardziej pewna siebie” – zachęcali koledzy. No i w końcu to zrobiłam.
W przeciwieństwie do większości tłumaczy, którzy zwykle mają etaty na uczelniach, ja jestem wolnym strzelcem. Ponieważ w latach 90. pracowałam w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, udało mi się kupić mieszkanie i dziś mogę spokojnie pracować jako tłumaczka, zarabiając ćwierć tego, co wtedy. I od prawie 16 lat mogę folgować swojej fascynacji polską literaturą.
źródło: http://wyborcza.pl/7,75517,21476812,czy-polski-pisarz-moze-podbic-swiat-tylko-jesli-jest-bardzo.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2012.09.21 15:37 tobsn [Hiring] [Krakow, Poland] Rapid Web Developer (PHP/JS) [PL]

Nie musisz mieć dużego doświadczenia aby dołączyć do naszego zespołu, najważniejsza dla nas jest pasja do programowania, umiejętność kreatywnego i twórczego myślenia oraz chęć rozwijania swojej wiedzy i umiejętności. Jeżeli spełniasz tylko część powyższych wymagań prześlij swoją kandydaturę, może właśnie szukamy kogoś takiego jak Ty!
O nas - Coleadium Inc:
Coleadium jest firmą działającą w zakresie promocji online, wyspecjalizowaną w pozyskiwaniu zainteresowania i w akwizycji klientów, mającą siedzibę w Carlsbad, w Kalifornii. Coleadium wykorzystuje zasięg Internetu do tego, by zapewnić reklamującym się klientom wiarygodne dane potencjalnych zainteresowanych. W dążeniu do odkrywania nieskończonych możliwości rynku internetowego, Coleadium zostało utworzone w roku 2005. Aby móc lepiej sprostać potrzebom swoich klientów, przedsiębiorstwo posiada obecnie trzy międzynarodowe oddziały w Carlsbad, w Nowym Jorku i w Krakowie.
Opis stanowiska pracy:
Dla wzmocnienia naszego zespołu zatrudnimy w pełnym wymiarze czasu pracy mid lub senior developera aplikacji internetowych. Idealny kandydat dysponuje długoletnim doświadczeniem w szybkim projektowaniu skalowalnych aplikacji internetowych przy pomocy PHP, nie odstraszają go nowoczesne technologie, takie jak MongoDB lub node.js oraz zna się na jQuery, CSS no i oczywiście HTML.
Umiejętności fachowe:
Szczególne kompetencje zawodowe:
Środowisko pracy:
Nasz będący na miejscu manager mówi płynnie po angielsku i niemiecku, nie zna jednak języka polskiego. Chcielibyśmy zatrudnić programistów, którzy mówią płynnie w jednym z tych języków lub przynajmniej są w stanie skutecznie się w jednym z nich porozumiewać. Utrzymujemy również aktywną wymianę z naszymi oddziałami w Stanach Zjednoczonych oraz z innymi partnerami, zatem chcielibyśmy by nasi koledzy uczestniczyli w tej komunikacji najlepiej, jak to będzie możliwe. Oprócz oferowanej szansy gwarantujemy również dosyć solidne wynagrodzenie dla ciała i ducha: konkurencyjną płacę, atrakcyjne świadczenia dodatkowe, nie wspominając już o swobodnej, a mimo wszystko dynamicznej atmosferze środowiska pracy, elastycznym czasie pracy, wybitnych projektach, innowacyjnych technologiach, piwie i napojach energetyzujących Red Bull, przekąskach, hackatonach po godzinach pracy i w weekendy, pogodnych kolegach oraz o możliwości współpracy z ludźmi, którzy są takimi samymi zapaleńcami i są równie bystrzy. Wynagrodzenie: w zależności od kompetencji - 3500 PLN i więcej!
Kompetencje socjalne:
Jesteśmy przedsiębiorstwem zaangażowanym w ideę równości szans. Równość rozumiemy w takim znaczeniu, iż my wszyscy otrzymujemy taką samą szansę wykazania się naszą błyskotliwością i również sami myjemy nasze filiżanki po kawie. Preferujemy współpracę z ludźmi, którzy regularnie robią jedno i drugie. Szansa oznacza, że Państwa głos może być skutecznie brany pod uwagę. Dajemy szansę, by się uczyć. Dajemy szansę, by nauczać. Nadzwyczajność stanie się jednak faktem, dla tych, którzy będą robić jednocześnie te wszystkie trzy rzeczy. Specjalnie podkreślany to w szczególny sposób, gdyż nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy, gdybyśmy nie wierzyli w ogromny potencjał naszych pracowników. Naszym pracownikom pomagamy także w ich czasie wolnym: jeśli sądzicie Państwo, że macie właśnie TEN pomysł na kolejnej generacji web 2.0, to proszę dać nam znać, a my zrobimy wszystko, aby pomóc Państwu w realizacji swojej wizji.
Lokalizacja:
W Krakowie odkryliśmy nie tylko potencjał ekonomiczny, ale także licznych utalentowanych ludzi i chcielibyśmy poszerzyć nasz zespół o tak wielu błyskotliwych programistów i projektantów, ilu tylko uda nam się znaleźć. Nasze nowe biura mieszczą się w Krakowskim Parku Technologicznym. Krakowski Park Technologiczny oddalony jest od centrum miasta o 15 minut jazdy jedną, bezpośrednią linią tramwajową (linia numer 10). W bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się również inne młode firmy oraz przedsiębiorstwa bazujące na działalności internetowej, tak więc można mieć nadzieję, że w przyszłości na tym obszarze powstanie silna wspólnota developerska.
Translator forgot to mention:
PM for more infos!
submitted by tobsn to forhire [link] [comments]


2012.09.21 15:26 tobsn [Hiring] [Krakow, Poland] Interaction Designer / UX Designer [PL]

O nas - Coleadium Inc:
Coleadium jest firmą działającą w zakresie promocji online, wyspecjalizowaną w pozyskiwaniu zainteresowania i w akwizycji klientów, mającą siedzibę w Carlsbad, w Kalifornii. Coleadium wykorzystuje zasięg Internetu do tego, by zapewnić reklamującym się klientom wiarygodne dane potencjalnych zainteresowanych. W dążeniu do odkrywania nieskończonych możliwości rynku internetowego, Coleadium zostało utworzone w roku 2005. Aby móc lepiej sprostać potrzebom swoich klientów, przedsiębiorstwo posiada obecnie trzy międzynarodowe oddziały w Carlsbad, w Nowym Jorku i w Krakowie.
Opis stanowiska pracy:
Poszukujemy zmotywowanego pracownika w celu zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy, który charakteryzowałby się ogromną dozą własnej inicjatywy, gotowością i chęcią rozwiązywania kompleksowych problemów oraz projektowania wysokiej jakości rozwiązań na bazie procesów użytkowników end-to-end dla klientów on-line i odczuwałby niedopartą potrzebę wykonywania rewolucyjnych stron internetowych. Osoba ta powinna posiadać doświadczenie jako Interaction DesigneUX Designer i wesprzeć nasz zespół projektowaniem wysoce kreatywnych design dla interfejsów, charakteryzujących się prostotą w obsłudze, a także powinna posiadać umiejętność wcielania w życie ambitnych pomysłów w formie funkcjonalnych produktów poprzez umiejętność wdrażania technologii informacyjnych sieci Web kolejnej generacji w dynamicznym środowisku.
Umiejętności fachowe:
Szczególne kompetencje zawodowe:
Środowisko pracy:
Nasz będący na miejscu manager mówi płynnie po angielsku i niemiecku, nie zna jednak języka polskiego. Chcielibyśmy zatrudnić projektantów, którzy mówią płynnie w jednym z tych języków lub przynajmniej są w stanie skutecznie się w jednym z nich porozumiewać. Utrzymujemy również aktywną wymianę z naszymi oddziałami w Stanach Zjednoczonych oraz z innymi partnerami, zatem chcielibyśmy by nasi koledzy uczestniczyli w tej komunikacji najlepiej, jak to będzie możliwe. Oprócz oferowanej szansy gwarantujemy również dosyć solidne wynagrodzenie dla ciała i ducha: konkurencyjną płacę, atrakcyjne świadczenia dodatkowe, nie wspominając już o swobodnej, a mimo wszystko dynamicznej atmosferze środowiska pracy, elastycznym czasie pracy, wybitnych projektach, innowacyjnych technologiach, piwie i napojach energetyzujących Red Bull, przekąskach, hackatonach po godzinach pracy i w weekendy, pogodnych kolegach oraz o możliwości współpracy z ludźmi, którzy są takimi samymi zapaleńcami i są równie bystrzy. Wynagrodzenie: w zależności od kompetencji - 3000 PLN i więcej!
Kompetencje socjalne:
Jesteśmy przedsiębiorstwem zaangażowanym w ideę równości szans. Równość rozumiemy w takim znaczeniu, iż my wszyscy otrzymujemy taką samą szansę wykazania się naszą błyskotliwością i również sami myjemy nasze filiżanki po kawie. Preferujemy współpracę z ludźmi, którzy regularnie robią jedno i drugie. Szansa oznacza, że Państwa głos może być skutecznie brany pod uwagę. Dajemy szansę, by się uczyć. Dajemy szansę, by nauczać. Nadzwyczajność stanie się jednak faktem, dla tych, którzy będą robić jednocześnie te wszystkie trzy rzeczy. Specjalnie podkreślany to w szczególny sposób, gdyż nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy, gdybyśmy nie wierzyli w ogromny potencjał naszych pracowników. Naszym pracownikom pomagamy także w ich czasie wolnym: jeśli sądzicie Państwo, że macie właśnie TEN pomysł na kolejnej generacji web 2.0, to proszę dać nam znać, a my zrobimy wszystko, aby pomóc Państwu w realizacji swojej wizji.
Lokalizacja:
W Krakowie odkryliśmy nie tylko potencjał ekonomiczny, ale także licznych utalentowanych ludzi i chcielibyśmy poszerzyć nasz zespół o tak wielu błyskotliwych programistów i projektantów, ilu tylko uda nam się znaleźć. Nasze nowe biura mieszczą się w Krakowskim Parku Technologicznym. Krakowski Park Technologiczny oddalony jest od centrum miasta o 15 minut jazdy jedną, bezpośrednią linią tramwajową (linia numer 10). W bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się również inne młode firmy oraz przedsiębiorstwa bazujące na działalności internetowej, tak więc można mieć nadzieję, że w przyszłości na tym obszarze powstanie silna wspólnota developerska.
PM for more infos!
submitted by tobsn to DesignJobs [link] [comments]


2012.09.21 12:49 tobsn [Hiring] [Krakow, Poland] Interaction Designer / UX Designer [PL]

O nas - Coleadium Inc:
Coleadium jest firmą działającą w zakresie promocji online, wyspecjalizowaną w pozyskiwaniu zainteresowania i w akwizycji klientów, mającą siedzibę w Carlsbad, w Kalifornii. Coleadium wykorzystuje zasięg Internetu do tego, by zapewnić reklamującym się klientom wiarygodne dane potencjalnych zainteresowanych. W dążeniu do odkrywania nieskończonych możliwości rynku internetowego, Coleadium zostało utworzone w roku 2005. Aby móc lepiej sprostać potrzebom swoich klientów, przedsiębiorstwo posiada obecnie trzy międzynarodowe oddziały w Carlsbad, w Nowym Jorku i w Krakowie.
Opis stanowiska pracy:
Poszukujemy zmotywowanego pracownika w celu zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy, który charakteryzowałby się ogromną dozą własnej inicjatywy, gotowością i chęcią rozwiązywania kompleksowych problemów oraz projektowania wysokiej jakości rozwiązań na bazie procesów użytkowników end-to-end dla klientów on-line i odczuwałby niedopartą potrzebę wykonywania rewolucyjnych stron internetowych. Osoba ta powinna posiadać doświadczenie jako Interaction DesigneUX Designer i wesprzeć nasz zespół projektowaniem wysoce kreatywnych design dla interfejsów, charakteryzujących się prostotą w obsłudze, a także powinna posiadać umiejętność wcielania w życie ambitnych pomysłów w formie funkcjonalnych produktów poprzez umiejętność wdrażania technologii informacyjnych sieci Web kolejnej generacji w dynamicznym środowisku.
Umiejętności fachowe:
Szczególne kompetencje zawodowe:
Środowisko pracy:
Nasz będący na miejscu manager mówi płynnie po angielsku i niemiecku, nie zna jednak języka polskiego. Chcielibyśmy zatrudnić programistów, którzy mówią płynnie w jednym z tych języków lub przynajmniej są w stanie skutecznie się w jednym z nich porozumiewać. Utrzymujemy również aktywną wymianę z naszymi oddziałami w Stanach Zjednoczonych oraz z innymi partnerami, zatem chcielibyśmy by nasi koledzy uczestniczyli w tej komunikacji najlepiej, jak to będzie możliwe. Oprócz oferowanej szansy gwarantujemy również dosyć solidne wynagrodzenie dla ciała i ducha: konkurencyjną płacę, atrakcyjne świadczenia dodatkowe, nie wspominając już o swobodnej, a mimo wszystko dynamicznej atmosferze środowiska pracy, elastycznym czasie pracy, wybitnych projektach, innowacyjnych technologiach, piwie i napojach energetyzujących Red Bull, przekąskach, hackatonach po godzinach pracy i w weekendy, pogodnych kolegach oraz o możliwości współpracy z ludźmi, którzy są takimi samymi zapaleńcami i są równie bystrzy. Wynagrodzenie: w zależności od kompetencji - 3000 PLN i więcej!
Kompetencje socjalne:
Jesteśmy przedsiębiorstwem zaangażowanym w ideę równości szans. Równość rozumiemy w takim znaczeniu, iż my wszyscy otrzymujemy taką samą szansę wykazania się naszą błyskotliwością i również sami myjemy nasze filiżanki po kawie. Preferujemy współpracę z ludźmi, którzy regularnie robią jedno i drugie. Szansa oznacza, że Państwa głos może być skutecznie brany pod uwagę. Dajemy szansę, by się uczyć. Dajemy szansę, by nauczać. Nadzwyczajność stanie się jednak faktem, dla tych, którzy będą robić jednocześnie te wszystkie trzy rzeczy. Specjalnie podkreślany to w szczególny sposób, gdyż nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy, gdybyśmy nie wierzyli w ogromny potencjał naszych pracowników. Naszym pracownikom pomagamy także w ich czasie wolnym: jeśli sądzicie Państwo, że macie właśnie TEN pomysł na kolejnej generacji web 2.0, to proszę dać nam znać, a my zrobimy wszystko, aby pomóc Państwu w realizacji swojej wizji.
Lokalizacja:
W Krakowie odkryliśmy nie tylko potencjał ekonomiczny, ale także licznych utalentowanych ludzi i chcielibyśmy poszerzyć nasz zespół o tak wielu błyskotliwych programistów i projektantów, ilu tylko uda nam się znaleźć. Nasze nowe biura mieszczą się w Krakowskim Parku Technologicznym. Krakowski Park Technologiczny oddalony jest od centrum miasta o 15 minut jazdy jedną, bezpośrednią linią tramwajową (linia numer 10). W bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się również inne młode firmy oraz przedsiębiorstwa bazujące na działalności internetowej, tak więc można mieć nadzieję, że w przyszłości na tym obszarze powstanie silna wspólnota developerska.
Translator forgot to mention:
PM for more infos!
submitted by tobsn to forhire [link] [comments]


After Party Explosion Club 4discoTV Zwyczajny katolik - YouTube Rokez - YouTube Uploads from Unikalna Kobieta - YouTube What can you find in the trash? We collect SCALE episodes 1 Ludzie gór 3 na HISTORY CO LUDZIE MYŚLĄ O JUNIE13? - YouTube

  1. After Party Explosion Club 4discoTV
  2. Zwyczajny katolik - YouTube
  3. Rokez - YouTube
  4. Uploads from Unikalna Kobieta - YouTube
  5. What can you find in the trash? We collect SCALE episodes 1
  6. Ludzie gór 3 na HISTORY
  7. CO LUDZIE MYŚLĄ O JUNIE13? - YouTube
  8. JAK ZNALEŹĆ PRACĘ: Networking ☕ Andrzej Tucholski
  9. Maryla Rodowicz 'Co ludzie powiedzą' - Opole 68
  10. Co można znaleźć w AMERYKAŃSKIM SKLEPIE (WSZYSTKO ZA DOLCA)!

Czy słynna Dżuma13 otrzymuje dużo hejtu? A może moviestarka, która osiągnęła jako pierwsza 101 poziom jest powszechnie szanowana? Ważny post na Instagramie: ... Nie każdy taniec jest zły. Ale te tańce, które ludzie naszej kultury uznają za atrakcyjne. W większości kultur tańce mają charakter rytualny i są osobne dla kobiet i osobne dla mężczyzn. Sign in to like videos, comment, and subscribe. Sign in. Watch Queue Queue. Watch Queue Queue. Remove all; Disconnect; The next video is starting stop Ludzie gór na HISTORY - środa 22:00 W Ameryce wciąż można znaleźć ludzi, którzy żyją i utrzymują rodziny wyłącznie z tego, co upolują bądź złowią. To Ludzie Gór. Radzą sobie ... 50+ videos Play all Mix - Maryla Rodowicz 'Co ludzie powiedzą' - Opole 68 YouTube Maryla Rodowicz - Ballada Wagonowa - Duration: 3:19. Werbezh 761,851 views Cześć! Nazywam się Maciek, urodziłem się w 1994 roku i mieszkam w Sopocie. Na tym kanale tworzę content typowo rozrywkowy. Chcę tu stworzyć społeczność ludzi... 18.01.2014 - ta data stała się magiczna już po kilku godzinach w klubie Explosion, ludzie chętni znaleźć wszystko co najlepsze tłoczyli się w olbrzymiej kolejce, 2500 osób w nieziemskim ... Co ludzie wyrzucają na śmietnik? Można urządzić mieszkanie! ... W AMERYKAŃSKIM SKLEPIE - co fajnego można znaleźć, ceny, zarobki - Duration: 20:00. futbOla 58,272 views. Co robić w takiej sytuacji? - Duration: 10:54. Grat Plus 244,878 views. 10:54. Co ludzie wyrzucają na śmietnik? Można urządzić mieszkanie! Zbieramy złom #5 - Duration: 12:21. Grat Plus ... Ludzie wchodzący na rynek pracy mają sporo dylematów: jak znaleźć pracę? Ile zarabiać? Co po studiach? Gdzie szukać zleceń? A może freelance? Z kim pracować? Nie jest łatwo. Jedna z ...